Jakie buty do lasu? A może trailówki ?

Mamy 21 wiek. wiek elektroniki, gpsów, glonassów, wszechobecnych smartfonów i zasięgu nawet na Skrzycznem. 
A w naszym outdoorowo – bushcraftowym obuwiu niestety lata 50-te XXw. Buty ciężkie, na grubej gumowej (czasem vibramowej podeszwie) , z wysokimi cholewami z przyszwą z 2.5 mm skóry licowej. 
Albo jeszcze lepiej – nieśmiertelne „desanty„.
Bo kostka musi być usztywniona, bo gruba podeszwa na kamienie, bo wysoko sznurowane żeby jeszcze bardziej usztywnić i tak dalej. 
Pal licho że upośledzamy nasz naturalny, bliski doskonałości mechanizm ruchu. Że usztywniając kostkę wcale nogom nie pomagamy, ponieważ w razie draki obciążenia przenosimy w taki sposób, że obciążają one miejsca ku temu nieodpowiednie. Na szczęście ludzie nie są durniami i sięgnęli do korzeni. 


W latach 70 i 80 – tych, rosyjscy żołnierze w Afganistanie podpatrzyli lokalsów, biegających po górach Kaszmiru w sandałach lub trampkach. Skoro u nich się to sprawdza to czemu nie u nas – pomyślała zgraja razwiedczików i przywdziali swoje cywilne, adidasopodobne „pepegi”. Do tego stopnia im się to spodobało, że beżowy mundur „afgan”, chestrig „afgan” i białe tenisówki stały się znakami kojarzonymi z rosyjską razwiedką z Afganie w latach 80-tych. Później jakoś samo poszło, i producenci lekko skierowali wzrok w tę własnie stronę: Adidas z doskonałą serią „Adventure” i Boreal z Salewą prezentujące w latach 90-tych swoje mocno odchudzone buty trekkingowe, będące protoplastami współczesnych podejściówek. Jakże to ? W góry czy na trekking po Kaukazie w szmaciakach na jakiejś gumie ? Nie godzi się – krzyczały tabuny obuwniczych ortodoksów.
A przecież starczyło podpatrzeć w czym chodzą lokalsi (przecie nasi górale w kierpcach całkiem żwawo zasuwają po Tatrach) w konkretnych rejonach lub cofnąć się o 70 – 80 lat, i podpatrzeć w jakich butach chadzali np Chinookowie czy lud Quechua. Ja na ten przykład, miałem ten komfort, że gdy rozpoczynałem poznawanie Rosji, dane mi było włóczyć się z wieloma weteranami wojny afgańskiej. Nie musiałem więc sięgać nigdzie daleko, a jedynie podpatrywać co się dzieje obok mnie, w czasie wielu tygodni szwendania się po Gruzji, Karaczajo Czerkiesji, Sajanach czy innych częściach Syberii. Spotkawszy kilku dziwaków z obłędem w oczach, i śmiesznych workowych kurtkach, nie mogłem zrozumieć  co nimi kierowało, gdy na przykład na trekking wokół masywu Elbrusa czy w okolicach Teberdy zakładali tandetne, bazarowe tenisówki. Obowiązkowo z białą podeszwą. Jeden z nich, Sasza Siergiejewicz (starszyna z WDW), powiedział tylko, że skoro na piechotę (idziemy), to On nie zamierza nóg jakimiś sapogami męczyć.
I dymał w tych swoich pepegach jak kozica. Buciory na vibramie zakładał tylko na jakieś wybitnie ostre piargi.  Po jakimś czasie też zacząłem jeździć do Rosji w szmaciakach. 
Doszło do tego, że przez kilka tygodni pobytu nad Bajkałem, trzewiki na vibramie trzymałem w plecaku, zakładając je dopiero gdy mi się moje szmaciaki rozleciały. 
Chadzałem zatem do lasu czy na dojścia pod ściany w Tatrach w trampkach. Natomiast w Biesy miałem lekkie, obcięte  tuż nad kostką  buty M-65 Légion étrangère (legii cudzoziemskiej). Tak swoją drogą, na wiosnę, lato i wczesną jesień te buty to niemal ideał.

W tym przypadku Francuzi doskonale wiedzieli co robią. Ich M-65 to rewelacyjne obuwie, mimo bazarowego looku.
Obecnie oryginały Palladium to wydatek rzędu 4 stów. Sieciówkowe klony chodzą po 70 – 150 pln. Które kupić ? To juz samemu musisz zadecydować.


  Minęło X lat, ja nadal do lasu chodziłem w lekkich kapciach (głównie wybierałem Merrelle, jako kompromis wygody, ceny i wytrzymałości, ale przewijały się gdzieś tam adidasy GSG, North Face, Asolo, Boreale czy Salomony).

Adidas GSG (zgadnij skąd ta nazwa ;)) był prekursorem w klasie niedrogiego, niskiego i lekkiego buta „taktycznego” i tak naprawdę przetarł szlak innym tej klasy butom.
Obecnie widok komandosa lub ATeka w lekkich, niskich butach jest raczej normą.

Asolo Nucleon. Szyte w Rumunii obuwie z najwyższej półki.
Średnie treki od Asolo, to moim zdaniem niedościgniony dla innych ideał wygody.

Aż któregoś razu Remek Romaniuk, jeden z adminów  Bushcraft Poland, wygadał się ze używa tanich, trailowych marketówek. 
Średnio mnie to rajcowało, ponieważ przeszywa mnie dreszcz zwątpienia gdy słyszę nazwy „Kalenji” czy Nabaji”. Z drugiej jednak strony, kilku klamotów od Quechuy używam od iluś tam lat. Więc może z tą jakością wcale nie jest źle.
Ale przede wszystkim, trzeba było się dowiedzieć co to ten „trail„. A ten nasz „Trail” to nic innego jak niegdysiejsze biegi przełajowe. Czyli po prostu bieganie w wersji „hardcore”. Wzniesienia, kamienie, szutry, betonowy chodnik czy polna dróżka wydeptana przez borsuki. Nawet nie wiedziałem że kiedyś, w czasach przygody z armią byłem trail runnerem. 😉
Zatem, teren w jakim My, outdoorowcy (bushcrafterzy,  trampy, wędrowcy czy biwakowcy) korzystamy ze swojego obuwia, to świat butów trailowych.



No i stało się. 
Kilka tygodni wstecz zakupiłem trailowe marketówki, za całe 170 pln…
I jak na razie nie żałuję zakupu. Lekkie, trzymają się stopy jak druga skóra, praktycznie nie czuć ich na nogach. Żeby but lekkim był, to nawet patki na sznurówki mają machnięte z hypalonu (to może być najsłabszy punkt tego buta).
Wodoodporne treki co prawda to nie są i przez siatkę chłoną wodę jak stara ściera, ale schną równie szybko co mokną. 
No i ta podeszwa. Miękka, a jednocześnie na tyle sztywna, że nie trzeba być fakirem aby łazić po szyszkach czy wiejskich, szutrowo polnych drogach pełnych kamieni. 
Kapcie wspaniale pracują na stopie umożliwiając naprawdę pełne ruchy stóp. Nie dość że dają pełną swobodę ruchu stawom skokowym, to na dodatek w żaden sposób nie przeszkadzają skrętnym ruchom śródstopia. Rewelacja. 
Zobaczymy jak będzie z trwałością tych które kupiłem. Jeślili wytrzymają sezon – będzie dobrze. 
Wielce prawdopodobne że moje merrelle ventilatory powędrują na kołek a w gorące dni będą się te trailówki bić o wyjścia z klonami butków M-65, ale to przyszłość. 
Na chwilę obecną wiszę Remkowi przysłowiową „flaszkę” za nakierowanie na odpowiednie tory. 

Pozdrawiam i zachęcam do dzielenia się własnymi wrażeniami dotyczącymi  lekkiego obuwia do lasu. 

One thought on “Jakie buty do lasu? A może trailówki ?

  1. I teraz już się nie dziwię sama sobie, że w dawnych czasach w góry i teren wybierałam trampki. A trapery co najwyżej były w plecaku… Jak nie w domu

    Super wpis

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.