Jakoś trzeba dojechać na te buszkrafty…

I tym właśnie, czyli zimowo – dojazdowym aspektem naszego outdoorowego życia dziś chcemy się zająć. W końcu mamy naszą białą  i mroźną zimę. A zima, to czas próby naszych umiejętności i sprzętu. To zima najlepiej weryfikuje umiejętność przygotowania się na niesprzyjające warunki, dobór sprzętu, dobór miejsca na obozowisko czy umiejętność sprawnego rozpalenia i utrzymania kluczowego dla bytowania w warunkach zimowych ogniska. Jednakowoż  jakoś do miejsca biwaku musimy dotrzeć. Postęp cywilizacyjny mamy na takim etapie, że nie musimy już targać wszystkiego na grzbiecie własnym czy muła, ale możemy zapakować klamoty do samochodu i przemieścić się z punktu A do punktu B, we względnie komfortowych warunkach. I tu zaczynają się schody.  Schody w postaci śniegu. To on daje nam kupę frajdy, ale też czasem dość skutecznie utrudnia dotarcie na wymarzoną „buszkraftową” miejscówkę.  Tym właśnie, często pomijanym lub zaniedbywanym aspektem naszego outdoorowego życia dziś się zajmiemy. Nadmienię że ten post, jest trochę eksperymentem, ponieważ obaj z Matim JEDNOCZEŚNIE  wpadliśmy na ten sam pomysł, ale niestety nie mamy czasu na spięcie dwóch tekstów w jeden. Mati – moim zdaniem kierowca idealny. Spokojny, przewidujący, bardzo opanowany, z dużym wyczuciem drogi i sporawym doświadczeniem offroadowym (niegdysiejszy uczestnik rajdów) oraz ja. „Janusz” kierownicy, po naukach wyniesionych z NJW i BOR, nauczany jazdy przez mazowieckie leśne dukty i piachy. Postanowiliśmy zatem skonfrontować nasze spostrzeżenia co do jazdy zimą w terenie i wrzucić je w jednym poście, w postaci dwóch wpisów. Co ważne: Poniższy tekst dotyczy zwykłych osobówek, z napędem na jedną oś. Nie SUVów, nie terenówek, nie T4 z blokadą dyfra, ale zwykłego opelka, volvo czy fiata.


Tekst By Mateo:

Wyprowadzenie z poślizgu:
Twój samochód jest podsterowny lub nadsterowny. Jakie ma to znaczenie? Kiedy gwałtownie skręcisz na śliskim, dowiesz się od razu. Musisz być przygotowany na adekwatną reakcję. Kiedy auto po gwałtownym skręcie kierownicą ma tendencję do jazdy nadal na wprost i do wejścia w łuk z opóźnieniem, czyli przód wychodzi na zewnętrzną, to auto nadsterowne. Kiedy tył Cię zaczyna wyprzedzać, jest to auto podsterowne. W jakimś stopniu dotyczy to każdego auta. przećwicz jazdę płynną, niwelującą podobny efekt. Wychodzenie z poślizgu trzeba ćwiczyć i nie jest to temat na jeden akapit tekstu w internecie. Już szczególnie, kiedy piszą go brodaci ludzie lekceważący sobie błyszczący lakier na aucie i temu podobne dziwadła cywilizacji.

Kiedy jesteś w poślizgu i wcisnąłeś sprzęgło – już po Tobie. To koniec Twojego manewru, wszystko co się wydarzy dalej jest poza Twoją kontrolą. Dopóty, dopóki trzymasz kierownicę a samochód jest napędzany, dopóty masz SZANSĘ na kontrolę nad kierunkiem jazdy.

Jadąc leśnymi ostojami, pamiętaj o stałym drobnym manewrowaniu. Unikaj jazdy na strzałę. Omijaj doły, reaguj na zmiany nawierzchni, kontroluj przyczepność. Taki styl jazdy trochę kojarzy się z przeciwieństwem jazdy niemiecką autostradą.Unikaj też zjeżdżania z drogi i łapania pobocza!!! Nigdy nie wiesz, co tam będzie. Łatwo powiedzieć, pomyślisz. To prawda. Leśne ostępy po zasypaniu śniegiem zmuszają do tęgiej łamigłówki pt. gdzie ta droga w ogóle była? 

… i wreszcie, ten gorszy scenariusz
Kiedy zaczniesz się zakopywać i auto jedzie W DÓŁ zamiast do przodu, to uwaga! Nie dopuść do wkopania się po płytę podłogi. Kiedy osiądziesz autem, wyjechanie sprawi o wiele więcej kłopotu. Wówczas bez wyciągarki czy traktora często się nie obejdzie. Więc, jeśli widzisz, że nie pojedziesz, zostaw dramatyczne próby. Wyjdź z auta, obejrzyj sytuację, podkop koleiny tak, żeby dla kół była szansa gdziekolwiek pojechać czyli zrób drogę w miejsce tworzącej się z nawierzchni ściany. Często trzeba i warto coś podłożyć. Przyczepność zwiększysz także trikami: obwiązanie liną kół (przez felgę), przywiązanie deski, użycie kifora, ręcznej wyciągarki czy chociażby podłożenie czegokolwiek celem zwiększenia przyczepności. Ale, ale. Czy masz cokolwiek z tych rzeczy w bagażniku? 
CO do bagażnika?
docenisz zwykły szpadel z ogrodniczego, może być nawet przycięty do ok. metra, pasy, liny, oświetlenie. Nie polecam natomiast osobiście stałego wożenia w aucie zwiniętego śpiwora. Leśnej braci nie trzeba tłumaczyć – ściśnięcie i wilgoć to warunki przeciwne do wymaganych względem przechowywania śpiwora. Natomiast polarowy pled może okazać się bardzo przydatny.

Zadbaj… o siebie.
Jeżeli masz już dosyć szarpania się z autem gdzieś w pustkowiu, daj sobie chwilę. Wypij ciepłą herbatę, popatrz na okolicę. Nabierz spokoju, który będzie Ci niezbędnym orężem w dalszej walce.
Wymień swoje doświadczenia z zakopek i śnieżnych offroadów. Jakie patenty sprawdzają się u Ciebie?


Tekst by Dany:

Jedziesz środkiem pola i widzisz tylko tyle…
Dobrze że tylko tyle śniegu nawiało, bo bywało że na znanej sobie drodze potrafiłem wjechać w pole i przejechać nim spory kawałek, mając pewność że jadę drogą.

Ruszanie.
Tu sprawa jest względnie prosta. Jeśli wsiadając do auta mamy dużo kopnego śniegu z twardym stałym podłożem o wysokiej przyczepności (np szutrowe drogi ze świeżymi opadami śniegu), ruszamy bez obaw, z jedynki, z wyczuciem operując sprzęgłem. Chodzi o to, żeby koła nam nie „zabuksowały” , ponieważ momentalnie rzeźba bieżnika zapełni się ubitym śniegiem co utrudni lub uniemożliwi skuteczne ruszenie. Jeśli natomiast mamy nieznane podłoże lub ruszamy z rozjeżdżonych kolein z ubitym już śniegiem (lub podejrzewamy że pod warstwą śniegu mamy lód) ruszanie z pierwszego biegu musimy sobie darować. Ruszamy  z biegu drugiego, lub nawet trzeciego. Delikatnie dodajemy gazu i równie wolno zwalniamy sprzęgło. Dlaczego ? W jakim celu ? Chodzi o to, żeby dostarczyć na koła napędowe TYLKO  tyle momentu obrotowego, ile potrzeba żeby koła ruszyły z miejsca, ale nie na tyle dużo, żeby się obróciły w miejscu. Wymaga to oczywiście odrobiny wyobraźni i wprawy. Dodam od siebie, że opanowanie tej techniki ruszania pomoże nam nie tylko zimą. Analogicznie będziemy ruszać w błocie i na piachu.

Jazda.
Gdy ruszymy, KATEGORYCZNIE  unikamy gwałtownego operowania pedałami oraz kierownicą. Nagłe dodawanie gazu, hamowanie lub ostre ruchy kierownicą, spowodują utratę przyczepności, przez co auto wymknie nam się spod kontroli. Tego chyba nie chcemy. Jeśli chcemy przyspieszać – robimy to z wyczuciem, delikatnie zwiększając nacisk na pedał gazu. Ideałem jest utrzymywanie stałej prędkości. Przykład z dzisiaj. 15 km pokonane w leciwym Volvo V40, na trzecim biegu, bez dotknięcia pedału hamulca lub zmiany położenia pedału gazu. Korzystając z kolein (ale tu uwaga, kolein staramy się unikać. Nie wiadomo jak są głębokie i co w nich jest) i ukształtowania leśnych dróg nie musiałem nawet siłować się z kierownicą.

Hamowanie.
W przypadku hamowania szkoły są dwie i specjaliści spierają się o wyższość jednej nad drugą. Obecnie praktycznie wszystkie auta mają systemy wspomagające jazdę i hamowanie (np ABS). Producenci twierdzą, że aby wykorzystać działanie abs-u w 100 %, należy pedał wcisnąć tak, jak byśmy chcieli ostro zahamować. Wtedy komputer zrobi za nas wszystko żeby zoptymalizować parametry hamowania.Druga szkoła, to „oldskul”. Czyli takie operowanie pedałem hamulca, żeby uniknąć działania systemu ABS. Osobiście preferuję tę drugą metodę, którą łączę z hamowaniem silnikiem. 

Myśl z wyprzedzeniem.
Jeśli widzisz że masz w polu widzenia zakręt który masz pokonać, przygotuj do tego siebie i auto. Patrz dalej niż na czubek maski tak, żebyś widział wyjście z zakrętu. Kątem oka będziesz widział również to co poniżej punktu w który patrzysz. Jeśli wzrok skoncentrujesz tuż przed pojazdem – niestety nie zarejestrujesz tego, co znajduje się dalej. Ta technika obserwacji jest użyteczna również w czasie jazdy w „normalnych” warunkach. Dostosuj prędkość do zakrętu i zacznij weń wchodzić odpowiednio wcześnie, żeby unikać gwałtownych manewrów „fajerą”. Jeśli zobaczysz górkę, delikatnie zacznij przyspieszać, dobierając prędkość tak, aby auto swobodnie wjechało na górę. W żadnym wypadku nie dodawaj ani nie ujmuj gwałtownie gazu w czasie podjeżdżania, ponieważ koła błyskawicznie stracą przyczepność, a auto zatańczy oberka. Przekonałem się o tym, w czasach gdy szczytem marzeń był Fiat 126p zwany „maluchem” (kaszlem, malczanem). Wjeżdżałem pod dość stromą górę, po której kilka minut wcześniej przejechał pług. Niestety była to połowa zimy, a pług był ustawiony zbyt wysoko, przez co wcale nie zebrał śniegu, lecz ubił go w całkiem ładną, połyskującą nawierzchnię. Wjazd na górkę poszedł pięknie, bez żadnych sensacji. Jednakowoż  będąc już na wzniesieniu, zbyt gwałtownie ująłem gazu. Tylnonapędowy „malczan” postawiony na oponach na których dziś nikt zimą by z garażu nie wyjechał,  stwierdził że pojedzie tam gdzie on chce. Kilka sekund później, leżałem w rowie przy przeciwległym pasie ruchu, z maską skierowaną stronę przeciwną niż być powinna. I to tylko dlatego że zbyt gwałtownie ująłem gazu.

Zakręty pokonuj na stałej prędkości.
Jej zwiększanie lub zmniejszanie spowoduje podsterowność (mówimy o przednionapędowcach) i auto zacznie nam uciekać z zakrętu. Nie ruszaj również hamulca. A jeśli autko zacznie mimo skręconych kół uciekać , postaraj się spokojnie wyprostować koła (zerwanie przyczepności na zalodzonym zakręcie, najprawdopodobniej spowoduje że autko śmignie prosto za zakręt), co pozwoli odzyskać sterowność i wykaraskać się z opresji. Jeśli autko zacznie uciekać z zakrętu mimo skręconych kół, nie próbuj pogłębiać skrętu ruchem kierownicy. Auto już w tym momencie będzie niesterowne i mocniejsze skręcenie kół nie poprawi sytuacji, a wnet zaszkodzi, jeśli koła na chwilę odzyskają przyczepność.

Skup się TYLKO  na jeździe i warunkach wokół auta.
Głównie w przedniej półsferze.Zatem ścisz lub wyłącz odtwarzacz i zredukuj moc nawiewu na tyle, żeby nie słychać było szumu wentylatora. Musisz dobrze słyszeć swoje autko. Dźwięk pracy silnika i odgłos zawieszenia może dużo powiedzieć o tym w jakim stanie znajduje się nawierzchnia oraz auto. Bądź skoncentrowany na otoczeniu. Jednakże nie mając wyrobionych nawyku „mimowolnego zerkania” na „zegary” niestety będziesz poświęcał uwagę  albo zegarom albo utrzymaniu optymalnego toru jazdy (ideałem jest taka podzielność uwagi oraz zdolność zapamiętywania jaką mieli piloci drugowojennych myśliwców, kiedy to po misji, w raportach pojawiały się notatki w stylu: „lecąc kursem południe-wschód-południe na wysokości 2.5 tysiąca stóp z prędkością 240 węzłów ujrzałem  24 bombowce typu He111, lecące w szyku  800 stóp nade mną. Leciały z prędkością 180 węzłów, w kierunku północ-zachód-północ, w osłonie 9 „stodziewiątek ” utrzymujących kurs zgodny z bombowcami i przewyższenie około 150 stóp. mój wing lead. przyspieszył  do około 240 węzłów i przystąpił do ataku…”. Widzimy że krótkie spojrzenie wokół, starczało do naszkicowania w głowie skomplikowanej sytuacji taktycznej z mnóstwem informacji. Niestety bez treningu nie będziemy potrafili tego dokonać). Dobrze jeśli przy okazji będziesz słuchał toczących się opon. Zwykle zanim wyczujesz że opony kół napędowych tracą przyczepność, zdążysz to usłyszeć. Stanie się to nawet  niecałą sekundę wcześniej, a przez tę sekundę sekundę, spokojnie możesz przeciwdziałać uślizgowi kół przez  np delikatne ujęcie gazu.

Jadąc nocą po śniegu, gdy na chwilę oderwiesz wzrok od obszaru oświetlonego reflektorami i spojrzysz w bok, na 100 % zobaczysz ciemność. Nawet jeśli jest widniej niż Ci się wydaje. Na zdjęciu łuna, nad odległą o 9 km Rawą. Gdy zerknąłem w tę stronę widziałem tylko ciemność. A to dlatego że chwilę wcześniej patrzyłem na ośnieżoną i oświetlona reflektorami drogę.
Pamiętajmy o tym, i starajmy się doświetlać czymś okolicę, lub unikać odwracania wzroku od oświetlonych obszarów drogi.


Światła i widoczność z kabiny.
Nie bój się ich używać. Jeśli powietrze jest czyste – tnij na długich. Lepiej wystraszyć sarnę czy dzika niż utknąć w zaspie lub na drzewie. Mi bardzo pomaga włączanie awaryjnych. Po prostu migacze świecą na „pełny kąt”. Czyli na chwilę oświetlają  całą przestrzeń wokół pojazdu. Tu część ludzi może się lekko zjeżyć, ponieważ nie wszyscy są w stanie wytrzymać przez dłuższy czas migające, pomarańczowe światło wokół. Użycie przeciwmgielnych po zjechaniu z asfaltu moim zdaniem jest raczej mało efektywne, zostały one stworzone do jazdy po drogach asfaltowych. Są one umieszczone niżej niż światła drogowe, a więc świecą pod zupełnie innym kątem na nawierzchnię. Skutek jest taki, że nawet najmniejszy dołek, jest oświetlany pod niedużym kątem, dzięki czemu wizualnie ma zupełnie inne gabaryty niż w rzeczywistości. Pamiętaj. Im niżej położone światła, tym ciężej ocenić wielkość przeszkody oraz jej głębokość. to jeden z powodów, dla których auta przeznaczone do rozbijania się po terenie mają światła umieszczane wysoko nad poziomem oczu kierowcy.  Dodatkowo, do poprawnej oceny sytuacji wokół pojazdu, potrzebna jest przejrzysta szyba. Jeśli masz zajechane wycieraczki, które padający na szybę śnieg zamieniają w rozchlapaną na szybie breję to lepiej ich po prostu używaj oszczędnie. A po powrocie do domu koniecznie wymień pióra.

Zdjęcie kiepsko to oddaje. Widoczne dwie zacienione plamy to dziury. Pierwsza ma około 15 cm głębokości a druga około 10. Obie starczą aby uszkodzić koło.
Ta sama droga co na zdjęciu wyżej. Szyba została potraktowana wycieraczka, na której zebrał się lód.
Jak widać, g**o widać.

Powyższych kilka punktów, to jedynie najważniejsze rzeczy, natomiast poniżej, dodam jeszcze kilka rzeczy które po prostu mogą pomóc w razie fuckupu. Czyli jak wszystko powyższe zawiedzie i jednak coś nam unieruchomi pojazd te rzeczy mogą nam się przydać.
Auto do zimy trzeba przygotować. Siebie przygotujesz a autka nie ? Ty zakładasz zimowe buty, zimowe ciuchy  – poświęć również chwilę swojemu środkowi transportu. Przede wszystkim zimowe opony. Takie z lamelkami. O ich zaletach jest teraz pełno artykułów w necie więc się nie będziem rozpisywać. Jeśli wiesz że będziesz jeździł w strefie gdzie lód i śnieg  są normą – kup łańcuchy lub kolcowane nakładki. Od razu napomknę – olej takie łańcuchy z niskiej półki cenowej. One ładnie wyglądają i w garażu się ładnie dają założyć. Niestety, gdy będziesz wkur@#$%ny , zmęczony a  nadkole będzie zawalone śniegiem, ostatnią rzeczą jakiej będziesz potrzebował, to niedające się zapiąć lub wyregulować łańcuchy. Pal licho jeśli się nie założą. Jeśli się porwą w czasie ruszania, mogą ci narobić bardachu. Od pozrywania przewodów hamulcowych po uszkodzenie przegubów. Skoro więc możesz kupić nóż za 350 pln to wydaj półtorej stówy na łańcuchy. Daj wiarę, że to będą dobrze wydane pieniądze. Ale ten fakt wyjdzie na jaw dopiero, kiedy zgrabiałymi od zimna łapskami będziesz musiał je spiąć, mimo przymarzania ich do skóry na palcach.  Ja tylko raz poskąpiłem na łańcuchy…

Wysokiej klasy łańcuchy Konig.
Ciężko się je zakłada a system regulacji napięcia niestety w czasie zakładania potrafi się zapchać śniegiem. Jednakże założone pewnie siedzą na kole. koszt ~200 pln.

Foto : Konig


Opcją są silikonowe nakładki zakładane na koła, a sprzedawane  kompletach po 3-4 sztuki. Prosty montaż, łatwy demontaż i koszt rzędu 50-80 pln za komplet 4 szt.

Wyglądające jak pancerne „trytytki” nakładki „Taurus Easy Drive”.
59 pln /10 sztuk
Foto : Taurus.



Silikonowe nakładki dostępne na portalach aukcyjnych ~60 pln / komplet.

foto – domena publiczna.

Jeśli nie chcesz łańcuchów lub nakładek – woź ze sobą repsznur . W razie potrzeby tniesz go na kawałki długości 40-50 cm, i pojedynczo zawiązujesz poprzecznie wokół opony, przewlekając przez felgę. To naprawdę działa. Można też użyć opasek zaciskowych, łącząc  kilka ze sobą i oplatając w poprzek opony.  Ale „trytytki” to raczej ostateczność, ponieważ momentalnie się zrywają. Z innych, przydatnych rzeczy, warto w aucie mieć również stary koc. Nie mając dostępu do łańcuchów czy innych zwiększających przyczepność kół usprawnień, robimy z koca matę którą podkładamy pod koła i po niej wyjeżdżamy. O siekierze chyba nie ma co wspominać, bo każdy buszkrafter ma w bagażniku pokaźny ich zapas, często wartością przekraczający wartość pojazdu w którym jadą. Ale łopatę, szpadel lub łopatkę  piechoty (tzw „saperkę”) to już raczej nie każdy wozi. A to błąd. Razem z siekierą powinna mieć stałe miejsce w każdym, regularnie zjeżdżającym z utwardzonych dróg aucie. Zepnijmy paskiem siekierę i łopatkę, zawińmy w stary koc i wrzućmy do bagażnika. Karimata – to już wedle uznania, ale „wafel” bundeswery zajmuje na tyle mało miejsca, że warto go mieć zawsze ze sobą. Ot, choćby po to, żeby podłożyć pod kolana gdy będziemy odkopywać zagrzebane w śniegu koła. I na koniec  – coś do ogrzania się lub utrzymania ciepła. Wszyscy posiadacze „bombelków” wożą ze sobą coś, czym można naszą pociechę przykryć.  Śmiało. Wrzućmy więc na pakę jakiś ocieplacz. Niech sobie leży w bagażniku. Nawet do wiosny. I nie mówię tu o awaryjnym śpiworze, bo ten przez warunki panujące w aucie się kompletnie się nie sprawdzi, ale o zwykłym kocu. Takim babcinym, wełnianym. Przyda się kiedy na przykład zdechnie nam auto w czasie tripu przez Puszczę Bolimowską, lub w czasie oczekiwania na pomoc drogową. A na koniec jeszcze jedna rada. Zapisz się po prostu na jakieś szkolenia z jazdy w trudnych warunkach, lub podgadaj z chłopakami od offroadów. Niech Ci dadzą kilka lekcji. Tu pytanie: czy kiedyś mi się to przyda ? Może nie być takiej potrzeby. Ale jeśli jesteś aktywnym podróżnikiem, pytanie nie brzmi „czy mi się to przyda”, tylko „KIEDY mi się to przyda”. Powyższe pisane na szybko i bez żadnych korekt. Zapraszamy do dyskusji i dzielenia się swoimi przygodami związanymi z jazdą zimą. Pozdrawiam – Dany.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.