Jesienna konserwacja obuwia – Meindl Jersey Pro.

Buty.  Jedna z ważniejszych części garderoby.  Dostająca najwięcej po tyłku a bardzo często lekceważona w codziennej eksploatacji.  Póki działają – jest ok. Zakładamy wychodząc z domu, wracając zdejmujemy i zostawiamy w przedpokoju. X razy dziennie, XX razy w tygodniu, XXX razy w miesiącu i tysiące razy w roku. Póki wszystko idzie ładnie, póty ten schemat się bezrefleksyjnie powtarza. Zakładamy je na stopy, wychodzimy z domu i jedziemy w nich „gdzieś”. „Tam” chodzimy w nich, biegamy, czasem się wspinamy lub robimy z nimi różne dziwne rzeczy, a one  znoszą te katusze bez mruknięcia. Do czasu.  W pewnym momencie, będąc gdzieś wysoko czujemy że nagle podeszwa nie trzyma się już reszty buta. Albo przyszwa jest najnormalniej w świecie mokra od środka. Przesiąknięta wodą. Wtedy zwykle uświadamia sobie człowiek, że o te buty jednak nie do końca dbał.

Ot, obtupał na klatce, przetarł szczotką i ciepnął w kąt. Przejrzał lub nie, przemył lub nie…A tak niestety nie można. O stopy dbamy więc i o buty trzeba zadbać.  A jak to zrobić przed jesienią – o tym kilka zdań niżej.
Za przykład, posłużą moje Meindl Jersey Pro, którym  5 listopada stuknęły trzy latka. Przez te trzy lata buty były używane średnio intensywnie (co widać po podeszwie), czyszczone i impregnowane regularnie środkami „Nikwax”. Większość zniszczeń przyszwy wynika z użytkowania tej pary w gęstych lasach Mazowsza, gdzie pełno robinii akacjowej i jeżyn.


Pierwszą czynnością jaką musimy wykonać, jest oczywiście sprawdzenie stanu i dokładne umycie butów. W tym celu, należy oczywiście buty rozebrać na czynniki pierwsze. Usuwamy sznurówki, odsłaniając języki oraz wyjmujemy wkładki.

Żeby się dostać do każdego wymagającego impregnacji zakamarka, musimy je całkowici „wybebeszyć”


Następnie, przy użyciu miękkiego pędzla usuwamy piach. Dlaczego na sucho i pędzlem? Ano dlatego, że skórzaną „górę” buta piach może nam zmasakrować równie sprawnie co papier ścierny. Należy go zatem delikatnie usunąć, a najlepiej uczynić to pędzelkiem.  Lub spłukać letnią wodą.  Ale jeśli wodą zrobimy to nieumiejętnie,  to stworzymy tylko miękką, ścierną piaskową papkę, którą później w czasie czyszczenia / mycia buta będziemy zdzierać wierzchnią warstwę skóry. Zatem pędzlem usuwamy wszystek piach i kurz z powierzchni buta, pamiętając o WSZYSTKICH  zakamarkach. A tych, współczesne, szyte z wielu brytów buty potrafią mieć naprawdę sporo. Usunąwszy cały piach i kurz możemy przystąpić do weryfikacji stanu naszego obuwia.  SKRUPULATNIE  przeglądamy całego buta, sprawdzając stan skóry, otoków, noska i podeszwy. Weryfikujemy wszystkie rysy jakie zlokalizujemy na powierzchni skóry, lekko podważamy palcem otoki i inne wulkanizowane lub klejone elementy, sprawdzamy ciągłość szwów oraz wizualnie sprawdzamy stan podeszwy. Rozdarcia skóry, rozklejenia czy pęknięcia powłok wulkanizowanych, utrata ciągłości szwów czy nawet nieduże pęknięcia podeszwy to znak że musimy się w/w uszkodzeniom dokładniej przyjrzeć.

Takie coś to niestety codzienność butów przeznaczonych do aktywności terenowej.

Jeśli są to powierzchowne uszkodzenia skóry – przechodzimy do kolejnego etapu. Jeśli uszkodzenia są rozcięciami na wylot choćby przez jedną warstwę skóry, niestety musimy zastanowić się nad metodą naprawy. Tu najlepiej będzie chyba się skontaktować z producentem, gdyż często wymiany wymaga cały element buta, a z tym mogą mieć problem zakłady szewskie bez linii wulkanizującej konkretny typ buta.  Podobnie ma się z uszkodzeniami reszty elementów buta/butów. Pęknięta podeszwa, zerwany czy sparciały otok czy przetarty/przecięty nosek to niestety znak że trzeba szukać nowych kapci, a w tak uszkodzonych raczej darować sobie zimowe czy choćby jesienne eskapady. Skoro jesteśmy już przy weryfikacji stanu buta. Zwracamy uwagę na wszystkie miejsca w których „miękki” element buta zbiega się z twardym i na miejsca dużo pracujące. Czyli boki butów na styku z podeszwą, noskami lub miejsce gdzie but się zgina (podeszwa i boki).

Oj. Coś złego się tu dzieje…

Tam zwykle materiał pierwszy się poddaje.  I to właśnie w tym miejscu, moje Jersey Pro postanowiły się zacząć rozpadać… Oględziny wykazały, że pęknięcie nie jest głębokie, więc jest szansa że do końca wiosny mi posłużą.

Niestety z wolna moje Meindle udają się do krainy wiecznych łowów. 🙁

Szkoda trochę, tym bardziej że jest to tak naprawdę jedyne uszkodzenie tych butów.  Ale  pędźmy do brzegu.  Jeśli po weryfikacji okazało się że buty warte są dalszego zachodu, należy je porządnie wyszorować.

Pozbywszy się całego pyłu i piachu, musimy umyć nasze buty.
Szare mydło lub dedykowane ku temu szampony to najsensowniejsze rozwiązanie.
Zdecydowanie nie używamy agresywnej chemii kuchennej do tego zabiegu.

Można użyć do tego szarego mydła, dziecięcego szamponu lub, co jest najlepszym rozwiązaniem dedykowanego ku temu płynu.  Ja od kilku lat używam „szamponu” do butów od Nikwaxa. Po zabiegu mycia obuwia musimy zapewnić mu optymalne warunki do schnięcia. Z daleka od źródła ciepła, ale z lekką cyrkulacją powietrza.  Analogicznie traktujemy wkładki.
Po kilkunastu lub kilkudziesięciu godzinach,  gdy nasze buty już wyschły, możemy przystąpić do zasadniczej części pracy  czyli impregnacji. I tu wszystko zależy od tego jakiego typu obuwie będziemy konserwować. Innego typu  impregnatów czy past  użyjemy do zamszu czy nubuku, a innego do skóry licowanej lub zwykłej cordury. Zatem – oględziny raz jeszcze. Jeśli wszystko jest nadal ok – to impregnujemy.

Impregnatem z gąbką zaczynam od okolic otoków i szwów.

Tu napiszę krótko: używając impregnatu producenta xXx, ściśle stosujemy się do jego wskazówek dotyczących samego procesu impregnacji. Czyli sposobu nanoszenia / aplikacji preparatu, ilości warstw oraz czasu i szybkości schnięcia. Wskazówki zwykle są drukowane na etykietach naklejanych na pojemniki lub dodawane w formie ulotki do opakowania. Tam również znajdziemy zalecenia dotyczące ewentualnych zasad BHP które bezwzględnie musimy stosować (części preparatów nie powinno stosować się w niewentylowanych pomieszczeniach. Na szczęście z Nikwaxem tych problemów nie mam. Wracając do wskazówek dotyczących aplikacji preparatu, np Nikwax każą nakładać na lekko wilgotny nubuk. I tak też czynię. Jednakowoż jedna uwaga. Używam dwóch metod nakładania tego samego preparatu. Atomizer oraz gąbkowy aplikator.

Gąbką lecim zakamarki…

Natomiast atomizerem duże powierzchnie.

Atomizerem nakładam impregnat na gładkie, niezniszczone powierzchnie, natomiast gąbką, na okolice otoków, miejsca uszkodzone oraz takie z dużą ilością szwów. Moim zdaniem użycie gąbkowego aplikatora powoduje dokładniejsze rozprowadzenie płynu niż przy użyciu mgiełki z atomizera. Po wszystkim, odstawiam buty na jakiś czas do wyschnięcia. W razie draki, operację powtarzam w miejscach najbardziej narażonych na przesiąkanie, czyli : okolice otoków, wszelkie zgięcia, miejsce wszycia języka i szwy.

Zwykle impregnację powtarzam. Nakładam drugą warstw, tuż przed wyschnięciem pierwszej. Miejsca dalej chłonące impregnat, ładnie wtedy widać ponieważ ciemnieją od impregnatu. Tu ładnie widać na zgięciach.
Tu także widać iż na zgięciach but nadal pije impregnat.

Dwie warstwy to raczej max co się da upchnąć w skórę w tym przypadku, więc pakować więcej impregnatu raczej nie ma sensu. Łatwo będzie to poznać, ponieważ miejsca które nie wchłonęły impregnatu przy pierwszym podejściu szybko zrobią się lekko ciemniejsze. Po potraktowaniu ich kolejną warstwą impregnatu. Gdy buty wyschną, wsuwamy wkładki, motamy sznurówki i w teren! Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.