Krzesiwo tradycyjne – część pierwsza.

Tym wpisem zaczynam krótki cykl poświęcony krzesiwom tradycyjnym, hubkom, podpałkom i ogólnie temu, co Tygryski lubią najbardziej.
Na początek : KRZESIWA TRADYCYJNE. Co, jak, skąd i czemu akurat tak.

Moje ulubione krzesiwko (twórca to Diminik Gnaś) wraz z torebką do przechowywania krzesiwa i utensyliów z nim związanych.


  Krzesiwem tradycyjnym (przez niektórych nazywanym kowalskim) zwykło się w światku okołoleśnym nazywać klasyczne krzesiwo starego typu. Takie, którym pozyskujemy iskry uderzając sztabką stali o jakiś minerał. 
 Krzesiwo takie, to nic innego jak odpowiednio ukształtowany i obrobiony termicznie kawałek wysokowęglowej stali. 
Wykonuje się je ze stali takich jak N12E ,NC5, NC6 lub ŁH15.  Na przestrzeni wieków, na naszym terenie spotykano gównie cztery typy krzesiw: iglicowe (szydłowate), sztabkowe (nazywane polskim  lub trapezowym), kabłąkowe oraz ogniwkowe.  Techniki ich użycia, za wyjątkiem krzesiwa iglicowego  są takie same. Różnią się jedynie wyglądem i lekko ergonomią użytkowania (oczko łańcucha  łatwiej wygodnie uchwycić niż pojedynczą, stalową sztabkę). Tu celowo pominę techniki użycia krzesiwa iglicowego, ponieważ ilość jego użytkowników można policzyć na palcach jednej dłoni i oni z racji posiadanych umiejętności raczej nie są zainteresowani takimi tekstami jak ten.
Poniżej kilka typów krzesiw:

Popularne do mniej więcej III wieku krzesiwa iglicowe.
Użycie ich polegało na uderzeniu ostrą częścią w odpowiednio spreparowany krzesak w taki sposób, aby iskry spadły na leżącą pod krzesakiem hubkę. Dość kłopotliwe w użyciu…
Krzesiwo sztabkowate, w świecie znane jako „krzesiwo polskie”.
Uszko służyło do przyczepienia rzemienia, którym można było przyczepić tak cenny przedmiot jak krzesiwo do pasa lub torby.
Widzicie pokrewieństwo ze współczesnością? 😉
A tu, znany już wszystkim typ krzesiwa – krzesiwo ogniwkowe.
Egzemplarz ze zdjęcia jest datowany na XIII-XIV wiek i został znaleziony w Małopolsce, w Wierzchowie.
Nadmienię tylko że ten typ krzesiwa jest cały czas produkowany i czasem wykorzystywany w zestawach przetrwania na Pacyfiku (produkuje je np ESEE).
Najczęściej u nas spotykane krzesiwo kabłąkowe. Tu akurat dwukabłąkowe znalezione w 1952 w Czermnie na Lubelszczyźnie.

Część naszych kowali i rękodzielników, posiłkuje się  materiałem z odzysku, czyli pilnikami. Są one często robione właśnie z NC6 lub N12E. Ale tu, jeśli pokusimy się o samodzielne wykonanie krzesiwa możemy zapędzić się w kozi róg. Niektóre pilniki są azotowane lub nawęglane, co znaczy mniej więcej tyle, że materiał jest utwardzony na stosunkowo niewielką głębokość. Pilniki utwardzane tą metodą zwykle nie nadają się na krzesiwo wykonane w przydomowym warsztacie metoda kowalską.
Ja akurat od wielu lat używam krzesiwa kabłąkowego, wykonanego przez Dominika Gnasia z Dominus Forge (https://www.facebook.com/dominusforge/). Lekkie,  poręczne i odpowiednio zahartowane. 
Domin wykonał tu naprawdę dobrą robotę. 
Tak swoją drogą, Domin machnął dla mnie jeszcze krzesiwka „coffin style”, wzorowane na krzesiwach z ameryki północnej.
Nie są może tak atrakcyjne wizualnie jak kabłąkowe, ale użytkowo są naprawdę wypaśne.


A jak to działa ?
Z pewnością każdy z nas widział iskry lecące ze stali w czasie jej szlifowania na wszelkiej maści szlifierkach. Zasada jest dokładnie taka sama.

Stal w określonych warunkach nabiera właściwości piroforycznych, czyli ulega samozapłonowi w kontakcie z tlenem (np atmosferycznym). Podobnie się dzieje pod tarczą „kątówki” gdy przecinamy jakieś żelastwo. Z tym że u nas, w czasie używania krzesiwa jest ciut odwrotnie. Kątówką jest krzemień (piryt, kwarc czy czego tam używamy do krzesania), natomiast materiałem skrawanym krzesiwo – pod wpływem uderzenia krzesiwem o ostrą krawędź krzemienia, skrawane są niewielkie wiórki stalowe, które zapalają się w kontakcie z powietrzem. A w zasadzie z tlenem w nim zawartym.

Ostry krzesak, dobre krzesiwo, odrobina treningu i …
Jedno machnięcie i pojawia się dużo syczących iskier.
Foto nieostre bo wiecie… dynamika a my fotografami nie jesteśmy.

.

Ot i cała filozofia. Teraz trzeba tylko te płonące drobinki stali (czyli  iskry sypiące się spod krzesiwa) odpowiednio ukierunkowawszy wykorzystać, łapiąc na hubę, błyskoporka czy zwęglone włókna roślin. tylko tyle i aż tyle.
W tym całym krzesaniu trzeba wszakże pamiętać o dwóch podstawowych sprawach. Po pierwsze: materiał pracujący z krzesiwem, musi mieć odpowiednio wysoką twardość. 

Ważne aby jego twardość była wyższa niż 6 pkt w skali Mohsa (gdzie talk ma 1 pkt, rysujący szkło kwarc 6 pkt, korund 9 pkt a diament 10).

Skala Mohsa. Grafika z netu.


Po drugie: użyty minerał powinien mieć jak najostrzejsze krawędzie. Im ostrzejsze krawędzie będzie miał, tym lepiej będzie ścinał stal z krzesiwa, dzięki czemu drobinki stali będą większe i „kaloryczniejsze”, co przełoży się na łatwość pozyskania żaru.

Dla dużej części ludzi, wszystkie powyższe informacje są czarną magią. Dopiero gdy sami się nauczą korzystania z tercetu  krzesiwo-krzesak-hubka widzą że nie jest to tak naprawdę żadna fizyka kwantowa czy inne udowadnianie istnienia bozonów Higgsa.
W następnej części – najczęściej popełniane błędy oraz sposoby ich uniknięcia.
A jeżeli macie jakieś sugestie, wątpliwości co do treści – śmiało. dawajcie znak. Tu, na fb lub gdziekolwiek. 😉






Użyte zdjęcia : własne lub tzw „domena publiczna”.

8 thoughts on “Krzesiwo tradycyjne – część pierwsza.

  1. Dziękuję.
    Wiedzą otrzymaną w odpowiednim czasie!
    Właśnie „dorosłem” do rozpalania krzesiwem kowalskim.
    Czekam na kolejne wieści w tym temacie:)
    Pozdrowiam leśnym CZUWAJ

  2. Daneszku swietny tekst! Czekam na następny. Bedziesz wymieniał jakie minerały w naszym kraju mozna znaleźć w terenie i których mozna używać?
    Pozdro Brachu!

  3. Postaram się. Chociaż używałem tylko krzemieni (różnistych), pirytu, agatu i ceramiki wszelkiej. ;p

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.