Stuptuty Hornhill Steel

Kończy nam się lato, zatem zaczyna się czas dopancerzania i docieplania siebie. Myślę że to dobry pretekst żeby na widelec wziąć stuptuty.



Zadanie tego wynalazku było proste. Ochrona obuwia i odzieży przed przemakaniem, uszkodzeniami fizycznymi a czasem również ochrona naszych goleni przed drobnymi ranami. 

Teraz wszystko jest proste. W dupówie po prostu zakładamy odpowiednie ochraniacze i heja w teren.
Na zdjęciu w czasie weryfikacji miejsca na ziemiankę mającą posłużyć za schronienie w trakcie zimowego szkolenia.

Obecnie sprawa jest prosta. Zakładamy buty (nie ważne jakie. Lekkie biegowe, podejściówki, średnie treki czy ciężkie buciory lodowcowe) i na nie zakładamy odpowiednio ukształtowany i wyposażony płat materiału. Wciągamy lub zakładamy i zapinamy oraz zasuwamy (patrz zdjęcie wyżej).
Niegdyś wyglądało to nieco inaczej.

Pierwowzorem był prosty. kawałek skóry nałożony na but i owinięty wokół łydki. W Ameryce łacińskiej, była to często świeżo zdjęta skóra ze zwierzęcej goleni, zakładana na mokasyny lub gołe stopy przez tamtejszych wędrowców lub gauchos. Z czasem wykształciły się z tego sztylpy (aczkolwiek tu zdania są podzielone) i klasyczne jeździeckie czapsy. 

Współczesne, robocze „czapsy”, używane za oceanem zarówno do pracy w krzakach (tamtejsze krzaki potrafią w godzinę zmasakrować jeansy wraz z nogą na którą są założone) jak i ciężkiej turystyki konnej.

A tu dla odmiany lekkie, rekreacyjne czapsy używane przez wielu „konnych” do codziennych przejażdżek. Jak widać stąd już tylko krok do klasycznych stuptutów.


A że nasi przodkowie do durnowatych nie należeli, zaczęli używać tych właśnie wynalazków w czasie wędrówek. 
Z czasem, rozwiązanie to zaadaptowały liczne armie świata. miało to sens, ponieważ przez wiele lat żołnierze byli wyposażeni jedynie w trzewiki lub … pantofle (!!). Zatem jakakolwiek ochrona goleni się naprawdę przydawała. 

Ładna grafika ukazująca przedstawiciela francuskiego korpusu ekspedycyjnego z XVIII wieku.
Jak widać ochraniacze ma całkiem fest.
A tu dla odmiany mamy brytola, z korpusu „kolonialnego”.
Ten pan także chroni swoje szkity płatami płótna.


Z czasem i to rozwiązanie zmodyfikowano, i… BUM . Mamy współczesne stuptuty. 

Opisywane stuptuty.

Foto producenta. Żródło: https://www.hornhill.pl/mocne-nieprzemakalne-stuptuty-hornhill-steel-id-5

Czyli : rozpinany na całej długości rękaw (czasem złożony z kilku brytów wykonanych z dedykowanych danej formie aktywności materiałów), z regulatorem pod kolanem i często nad kostką, pętlą zakładaną pod but oraz językiem zakończonym haftką do zaczepienia o sznurowadła z przodu buta. 

Klasyka. Dwa ściągacze, taśma pod podeszwę, rzep zabezpieczony suwakiem i napami a z przodu przynitowany haczyk do zaczepienia o sznurówki.

Patent ten wykorzystuje wielu światowych producentów, w tym kilku gigantów, takich jak Stubai, Salewa czy inne Vaude. 
Na rynku są również mniejsze firmy, również polskie. 
Jedną z takich firm, jest Polska firma Hornhill (https://www.hornhill.pl/ )


Jak o firmie pisze jeden z Jej szefów, Piotrek Woźniak:

Nasza firma to rodzinna działalność, posiadamy dwie marki: Hornhill i
Brick  prowadzona jest przez Magdę i Piotra Woźniaków, pod nazwą Firma
Produkcyjno Handlowa M. Skiba. Koncentrujemy się na projektowaniu i
wprowadzaniu do sprzedaży akcesoriów sportowych, jako jedni z pierwszych
wprowadzaliśmy kominiarki pod kaski narciarskie produkowane w Polsce,
czapeczki pod kask, czy stuptuty z odblaskiem, wprowadziliśmy do
internetu nazwę stuptuty lekkie (wcześniej stuptuty kojarzyły się tylko
z wytrzymałością i masywnością). Staramy się wykorzystywać też materiały
rodzimej produkcji, współpracujemy z producentami micro-polaru, dzianin
sportowych, softshellów itp.


Ale moli drodzy do brzegu.
Z oczywistych względów rozglądając się za stuptutami pomocnymi w wielodniowych gonitwach po naszych poligonach mój wybór padł na Hornhilla. Szybko przewertowałem ofertę i wybrałem model „Steel”.
Steel to lekkie, wielosezonowe stuptuty o klasycznej konstrukcji. Dwa ściągacze (pod kolanem i nad kostką) zabezpieczone stoperami, umieszczony z przodu suwak kryty „orzepowaną” listwą dodatkowo zabezpieczoną napami, haftka z przodu, i co dla mnie było ważne taśma podeszwowa z drabinką na zewnątrz.


Mój egzemplarz jest czarno srebrny (czy może raczej szary), i miał wszytą odblaskową taśmę. Taśma oczywiście poszła precz ze względu na specyfikę użytkowania omawianego przedmiotu (;))

Stuptuty są szyte z dwóch materiałów. Na but zachodzi cześć „robocza”, bardzo odporna na rozdarcia a jednocześnie lekka  i jest ona wykonana z lekkiej Cordury, natomiast „cholewka” stuptuta, to lekki i cienki poliester. Wodoszczelność materiałów użytych do produkcji modelu „Steel” to 3000 mm. Przyznam że jak na materiały tego typu to całkiem ładny wynik.

Ładnie widać różnicę w strukturze użytych materiałów.
Cordura na dole. „Bibułkowy” poliester to ta szara część.

Pierwszy rzut oka oraz obejrzenie materiału z którego jest zrobiona górna cześć stuptuta spowodowały powątpiewające uniesienie brwi… Materiał cienki, jakiś taki delikatny. Raczej nie budzący zaufania. Jednakowoż test jeżyn rozwiał wszystkie moje wątpliwości. Hornhille są pierwszymi stuptutami, których nie zmasakrowałem szwendając się po jeżynach – ale o metodologii testów nieco dalej.
Szwy na całości są równe, bez pętelek, napy i oczka nabite z głową, nie rozrywają materiału wokół (czyli materiał pod napy odpowiednio przygotowano).

Do odpowiedniego naciągnięcia i stabilizacji stuptutów firma użyła pojedynczej taśmy, co było jednym z decydujących dla mnie kryteriów przy wyborze tego sprzętu. Jedni wolą gumowe taśmy, inni stalowe, zapinane na jakieś fantazyjne zapięcia linki, a ja wolałem zostać przy klasycznej taśmie wraz z drabinkami. I tu uwaga. w jednych z używanych przeze mnie stuptutów VauDe, drabinka regulująca pasek wypadała po wewnętrznej stronie buta, co skutkowało ocieraniem się elementów o siebie. Jakie były tego skutki ? Notoryczne utraty równowagi w momencie gdy jedna drabinka zaczepiała o drugą oraz pokaźnie masakrowana podeszwa. W Hornhillach drabinka jest tam gdzie trzeba, czyli na zewnątrz.

Rzepy po kilku latach użytkowania mimo że widocznie słabsze, to jednak nadal spełniają swoją rolę i trzymają całkiem sensownie. Jedyne do czego można się przyczepić to jakość shockcordu. Ale to element który naprawdę mocno pracuje, zatem konieczność jego wymiany uznajmy za tzw „naprawę eksploatacyjną”.
Oczywiście po kilku latach współpracy zbliża się ich kres. Paski podeszwowe, po którymś łażeniu po kamulcach z wolna odmawiają posłuszeństwa. Ten sezon jeszcze podziałają. 

Największy uszczerbek jaki odniósł mój egzemplarz. Zaczyna się przecierać taśma stabilizująca stuptut na nodze.


Miłym zaskoczeniem jest suwak. Zwykle suwaki w tego typu sprzęcie dość szybko kapitulują (bo zdarzy się po ciemku czy w zmęczeniu suwakiem przyciąć sznurek, materiał czy po prostu zbyt gwałtownie pociągnąć maszynkę zamka częściowo zrywając spiralkę), natomiast w moich egzemplarzach cały czas ładnie działa. 
Długość całości jest tak dobrana, że noszenie ich ma sens nie tylko w butach do kostki czy wyższych, ale doskonale działają nawet z butami pod kostkę.

Na lekkich trailowych butach też się Hornhille dobrze nosi.
Po co stuptuty wczesną jesienią? – ktoś może zapytać. A no po to, żeby nam mrówki do kapcia nie właziły, żeby „dziady” łopianowe się nie przyczepiały do spodni czy żeby piach lub igły nie sypały się do buta.


Jak się testowały ?


Ano, po prostu były użytkowane. Czasem na poligonie, w wodzie, błocie i krzakach. Czasem na szkoleniach, gdzieś w krzakach.

Wyjście w góry w „dupówę” bez stuptutów to jak polskie wesele bez Martyniuka. 😉
W czasie tripu po „Krainie Niedźwiedzi”, którą Mati opisał tu:
http://aktywniewterenie.pl/blog/w-krainie-niedzwiedzi/

A najczęściej po prostu pomagały mi zachować czystość i suchość nogawek oraz cholew butów w tzw „życiu codziennym”. Wyjazd do lasu po drewno wiosną lub jesienią, zimą prace wokół domu, jesienią prace w lesie czy w końcu wiele godzin na strzelnicy. W piachu, pyle, błocie, glinie w warunkach gorszych niż to ustawy przewidują. 


I wytrzymały. Użytkowane przez trzy pory roku, za każdym razem jak wychodziłem w teren, a pogoda była powiedzmy „średnia”.

Na strzelnicach też bywa różnie.
A po kilku godzinach w dżdżu docenia się suche nogawki i buty. 😉
Tu akurat, jedne z lokalnych zawodów w mojej Rawie.


Jakie zatem mają plusy ?


Przede wszystkim DOBRE BO POLSKIE. Zawsze kiedy jest to możliwe kupuję polski produkt. Daję zarobić swoim. 
Po drugie, te stuptuty, to jak napisał szef „coś pośredniego między lekkimi (rekreacyjnymi) , a mocnymi – twardymi stuptutami”. Zwykle coś takiego nie wychodzi. W tym jednak przypadku, powstał bardzo sensowny i odporny produkt, parametrami odpornościowymi przypominający lodowe stuptuty, a masą zbliżony do lekkich, trekkingowych stuptutów z górnej półki. 
A to wszystko przy użyciu naszych materiałów, uszyte w Małopolsce, dodatku za niewielkie pieniądze. 
Na dzień 25.08.20, są do kupienia za 30 pln, co moim zdaniem, jak na produkt tej klasy jest ceną naprawdę rewelacyjną.
Podejrzewam że moja para tę jesień jeszcze wytrzyma, ale na wszelki wypadek, zamówię kolejną parę, żeby w razie czego nie zostać bez ochraniaczy na buty i nogawki. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.