Świąteczne strzelanie


W święta, gdy rodzinka przejmuje posesję we władanie, ciężko wyrwać się do lasu na cały dzień. Lub dwa.
Trzeba coś wyknuć żeby wyrwać się pod gołe niebo. Żeby się oderwać od obżarstwa, czy duchoty pomieszczeń nagrzanych bigosowymi oparami. Dla mnie tym razem było to strzelanie.
W sumie to kilka pieczeni na jednym ogniu. Spędzenie czasu na świeżym powietrzu, przystrzelenie nowych, oklejanych offsetem strzał, czy po prostu spalanie kalorii. 😉

Miejsce strzelania. Własna posesja wraz z przyległościami stwarza naprawdę fajne możliwości. Krzaki, lasy, ugory, pola.
Czy to 35 metrów (jak na zdjęciu) czy 50 metrów – bez różnicy. MOŻNA.

15 serii po 17 strzał, 20-50 metrów. Lajtowe strzelanie w słoneczku. I porywistym bocznym wietrze.
Jakie wnioski?
Strzały klejone z offsetem na dystanse 25+ latają świetnie. Od teraz chyba wszystko zacznę offsetem kleić.
Ale silnie reagują na boczny wiatr.
Lotki w kolorach czerwony i żółty w „camo tre” średnio pomagają w szukaniu strzał w trawie.
Za to biało – czerwone znajdują się ładnie. 😀
Btw, gdzie kupić niedrogie 3 i 4 calowe indycze shieldy w kolorach FLUO w niebandyckiej cenie? 😉
Moja rękawica Buck Trail Tradition jest chyba za cienka. Po 250 strzałach palec serdeczny już to czuje. Trzeba chyba machnąć sobie skórkę barebow. Będzie mniej wygodnie, ale chyba paluchy mniej odczują strzelanie. Będzie też okazja do nauki strzelania i celowania w systemie „string walking”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.